Sophona to platforma, która planuje pracę, wykonuje ją realnymi narzędziami, sama sprawdza wynik po dowodach i zatrzymuje się, gdy potrzebna jest ingerencja człowieka.
Żadnej pustej kartki ani labiryntu wdrożenia. Od pierwszego logowania masz asystenta, który zna produkt i pracuje razem z Tobą: ustawi Operatora, zaprojektuje proces, zbuduje aplikację, podepnie robota, wytłumaczy, co robi dane ustawienie. Nie jesteś tym, kto musi najpierw nauczyć się narzędzia.
Skonfiguruje go za Ciebie — osobowość, mapa umiejętności, model, głos, kanały — i minutę później już z nim rozmawiasz.
Napisze ją, uruchomi na Twojej instancji i poda adres. Bez zgłoszenia do wdrożenia, bez DevOps.
Zaprojektuje proces z Twojego opisu i sprawdzi każdy blok w trakcie budowania, a nie po fakcie.
What are we working on today?
Sophona nie jest kolejnym narzędziem, które dokładasz do tego, co już masz. Sophona jest tym wszystkim naraz: ludźmi, rozmowami, oprogramowaniem, którego jeszcze nie kupiłeś, i samą pracą — pod jednym logowaniem, na Twoich maszynach. Nie ma czego spinać, bo nic nie stoi osobno.
Operatorzy z prawdziwymi stanowiskami, miejscem w strukturze i własnymi kalendarzami. Obok nich Twoi ludzie — przejmują sprawę wtedy, kiedy trzeba.
Spotkania, czat wewnętrzny i numer telefonu w jednym systemie. A Operatorzy odzywają się tam, gdzie firma i tak już rozmawia.
CRM, tablica, rejestr zadań, portal dla klienta. Opisujesz jednym zdaniem i to działa — na Twojej instancji, za Twoim logowaniem, w kilka minut.
Procesy, roboty na pulpicie, wywołania API, dokumenty, harmonogramy. To samo środowisko, które trzyma zespół i narzędzia, odwala też robotę.
I nie, nie namawiamy Cię do rzucania Google ani Microsoftu — lubimy jedno i drugie. Sophona wpina się w Google Workspace i Microsoft 365: pocztę, kalendarze, Teams i Google Chat. Operatorzy pracują w tych kanałach, a nie obok nich. To, co zbudujesz u siebie, wypełnia lukę między tamtymi narzędziami — tę, którą do tej pory zapychali ludzie przeklejający dane tam i z powrotem.
Opisujesz zadanie: Operator, który znajduje firmy warte odezwania się, pisze pierwszego maila i odbiera telefon, kiedy ktoś oddzwoni.
Musi mieć gdzie to zapisywać. Więc jeszcze w trakcie opisywania roli powstaje wokół niej CRM: kontakty, etapy, właściciele, notatki. Na Twojej instancji, za Twoim logowaniem, w kilka minut.
Twoi ludzie muszą to widzieć. Obok pojawia się tablica z tym samym lejkiem, na którym pracuje Operator — można coś przestawić, poprawić albo przejąć rozmowę.
Nic nie wymagało integracji, bo nic nigdy nie stało osobno. Operator, CRM i tablica to jeden system, który po prostu pokazuje się z trzech stron.
Jedna osoba prowadzi dziś to, do czego kiedyś trzeba było działu. Nie dlatego, że pracy ubyło — tylko dlatego, że zatrudnianie, kupowanie narzędzi i spinanie tego wszystkiego przestało być trzema osobnymi projektami z trzema osobnymi fakturami.
Bez przetargu, bez porównywania dostawców, bez projektu integracyjnego i bez licencji na stanowiska dla narzędzia, którego połowa zespołu nigdy nie otworzy. Mówisz, czego potrzebujesz, i to pojawia się tam, gdzie jest już cała reszta.
Nasza CEO potrzebowała asystentki. Zrobiła więc to, co robi się przed zatrudnieniem kogokolwiek: spisała obowiązki i wymagania. Tyle że zamiast wywieszać ogłoszenie, wrzuciła ten dokument do Sophony.
Zakres obowiązków, czego trzeba pilnować, czego nie wolno przepuścić. Zwykły opis stanowiska — ani słowa o oprogramowaniu, ani słowa o konfiguracji. Na tym etapie nie było jeszcze wiadomo, jakich narzędzi to w ogóle dotknie.
Sophona przeczytała dokument i dopytała o to, czego w nim nie było: jak asystentka ma mieć na imię, które obowiązki wymagają doprecyzowania, z jakich narzędzi będzie realnie korzystać. Dokładnie ta rozmowa, którą prowadzi się z kimś pierwszego dnia — tyle że pytania szły w drugą stronę.
Z tej rozmowy powstała asystentka, a potem dostała to, co dostaje każdy nowy: skrzynkę, kalendarze, czat, Sheets i Docs. Nie było żadnego projektu integracyjnego — były nadane uprawnienia, tak jak pierwszego dnia człowiekowi.
Na koniec doszło coś, czego w dokumencie nie było w ogóle. Skoro praca ma być widoczna, musi mieć swoje miejsce — więc Sophona zbudowała dla nich obu aplikację. Z grubsza CRM, ale skrojony pod tę jedną parę osób, a nie pod branżę.
Żadna z tych rzeczy nie była integracją w sensie projektu z terminem i budżetem. To po prostu konta, do których dopisuje się nową osobę — z tą różnicą, że tutaj osobą nie jest.
Asystentka ma gdzie odkładać to, czym się zajęła. CEO ma widok, w którym widzi to w skrócie, zamiast czytać raporty. Dwie strony jednej niedużej aplikacji, która powstała, bo praca jej potrzebowała — a nie dlatego, że ktoś ją wpisał do wymagań.
Pracują razem, we dwie. Sprawy przestały czekać, aż ktoś je w końcu zauważy, i nie trzeba już o niczym przypominać — bo pilnowanie jest teraz czyjąś realną robotą, a ta osoba nie zapomina, nie ma akurat gorszego tygodnia i nie znika na trzy dni. To, co kiedyś grzęzło na „zaraz się tym zajmę”, po prostu przestało grzęznąć.
Ten sam Operator, ta sama pamięć, ten sam nadzór — gdziekolwiek dzieje się praca. Poklikaj panele po prawej, wszystkie działają.
Pętla, która planuje zadanie, wykonuje je realnymi narzędziami i ocenia własny wynik po dowodach. Nie czat z doczepionymi narzędziami.
“Reconcile last month's invoices and flag anything that does not match.”
Every stage is graded on recorded evidence — a file, an API result, a search result — never on the Operator's own description of what it did.
Operator to nie czat z doczepionymi narzędziami. To pętla, która sama rozstrzyga, czy praca naprawdę została wykonana — po dowodach, a nie po własnym opisie. To najtrudniejsza do podrobienia część produktu.
Zanim Operator cokolwiek zrobi, drugi, tani model odpowiada w tle na jedno pytanie: trzeba tu po coś sięgnąć czy wystarczą słowa? Oba pracują w tym samym czasie, więc to sprawdzenie nie wydłuża odpowiedzi ani o sekundę.
Złożone polecenie rozkłada się na etapy. Każdy ma swój limit kroków i warunek zakończenia, który da się sprawdzić — nie „gotowe”, tylko „są trzy pliki z przypadkami testowymi”. Etap sprawdzenia dopisuje się sam.
Procesy, RPA na pulpicie, wywołania API, pliki, telefon. Każdy wynik zostaje jako dowód, zamiast rozpłynąć się w streszczeniu.
Po każdym przebiegu etap ocenia niezależny model — wyłącznie po dowodach: gotowe, kontynuuj, brak dowodów, nie wyszło albo czekamy na człowieka. Deklaracja bez pokrycia wraca do poprawki.
Jeśli Operator odpowiedział, a po nic nie sięgnął — choć rozpoznanie mówiło, że trzeba — wraca z krótkim „zrób to, nie opowiadaj o tym”. Sprawdzenie idzie w tle, już po odpowiedzi, więc nic przez nie nie zwalnia.
Lista zadań zmienia się na żywo, widać na bieżąco, czym Operator zajmuje się w tej chwili, a gotowy wynik zapisuje się razem ze wszystkim, na czym powstał.
Żeby pętla nie kręciła się w kółko, pilnują jej trzy bezpieczniki. Każdy etap ma limit kroków. Etap, który utknął, zamyka się tym, co udało się zebrać. A kiedy Operator zaczyna powtarzać to samo podejście, zamiast kolejnego identycznego przebiegu idzie świeże sprawdzenie.
Zapamiętuje nie same fakty, ale i powiązania między nimi: kto, w jakiej sprawie, kiedy i w związku z czym. Dlatego Operator potrafi powiedzieć „to ustaliliśmy tydzień temu, a tamto trzy miesiące wcześniej”, zamiast traktować wszystko jako równie świeże.
Kiedy rozmowa się wydłuża, sama zostawia po sobie streszczenia — i to one dokładają nowe wątki do pamięci, jeszcze w trakcie. Nikt tego nie porządkuje ręcznie.
Zna ludzi, role, zespoły i zależności między nimi, więc wie, do kogo należy dana sprawa. Potrafi ją przekazać dalej, a przełożony może tę decyzję poprawić.
Szuka po sensie, a nie po słowach kluczowych — znajdzie właściwy fragment umowy, nawet jeśli w dokumencie nazwano rzecz inaczej niż w Twoim pytaniu. To, co Operator znajdzie w sieci, jest dowodem jak każdy inny i tak samo przechodzi przez arbitra.
U nas firma nie staje się wierszem w cudzym systemie. Każdy klient dostaje własną instancję: własne maszyny, własne aplikacje, własną bazę danych. Nic nie idzie do wspólnego worka, nic nie jest współdzielone, a to, co zbudujesz, nie leży na hostingu, który tylko odsprzedajemy.
Automatyzacje i aplikacje chodzą na maszynach przypisanych wyłącznie do Ciebie — nie we wspólnej puli, w której firmy biją się o moc.
Każda zbudowana tu aplikacja dostaje u Ciebie własne, odgrodzone miejsce: swój adres i swoje życie, niezależne od pozostałych. Nie przegródkę na cudzej platformie.
Twoje rekordy, pamięć Twoich Operatorów i Twoje dokumenty leżą we własnej bazie. Bez wspólnych tabel i bez sąsiadów.
Uruchom u nas albo zainstaluj na własnych serwerach, na Linuksie lub Windowsie. Ten sam produkt, to samo działanie — miejsce wybierasz Ty.
Operator, który pamięta Twoją organizację, jest użyteczny tylko wtedy, gdy potrafisz powiedzieć dokładnie, gdzie ta pamięć mieszka, kto ma do niej dostęp i co Operatorowi wolno zrobić samodzielnie.
Twoje rozmowy, dokumenty i dane nie służą do trenowania modeli. Z dostawcami rozmawia nasza własna warstwa pośrednia, a model dla każdego Operatora wybierasz osobno.
Dane wrażliwe rozpoznane w rozmowie zamieniają się w zastępniki, zanim trafią do bazy i zanim pójdą do modelu; przy odczycie wracają na swoje miejsce. Włączasz to osobno dla każdego Operatora.
Dokument wgrany na potrzeby jednej rozmowy znika razem z nią i nigdy nie zaśmieca stałej wiedzy firmy. Ta stała leży osobno i udostępnia się ją świadomie, a nie przy okazji.
Hasła i klucze leżą zaszyfrowane i odszyfrowują się dopiero w chwili, gdy są naprawdę potrzebne — i tylko na uprawnione żądanie. Sam Operator nigdy ich nie widzi.
Zgadzasz się raz, a potem Operator korzysta z usługi, nie trzymając do niej żadnych haseł. Dostęp dokłada serwer w momencie wywołania.
Uprawnienia administratora i uprawnienia serwisowe to dwie różne rzeczy, a do każdego wejścia trzeba mieć właściwą rolę. Operator widzi tylko te narzędzia, które należą do jego mapy umiejętności i jego kanału — administracyjne działają wyłącznie w panelu, nigdy przez widget ani przez telefon.
W procesie ustawiasz punkty akceptacji, tryb dopytania i zatrzymanie na wyjątku. Człowiek może wejść w trwającą rozmowę albo nacisnąć stop. A progi kwotowe rozstrzygają, co Operatorowi wolno zamknąć samodzielnie.
Każda rozmowa zostawia po sobie zapis: kolejne etapy, użyte narzędzia, dowody, błędy i czasy. Obok tego rachunek — ile kosztowała i który model ile z tego zużył.
Środowisko testowe jest oddzielone od produkcyjnego, a usługi rozmawiają ze sobą na dostępach ważnych przez chwilę. Klient enterprise dostaje instancję wyłącznie dla siebie: osobne działanie i osobną granicę danych. U nas w chmurze albo na Twoich serwerach.
Działa zgodnie z RODO i unijnym AI Act. Tam, gdzie numery telefoniczne wymagają zgłoszeń do regulatora, bierzemy to na siebie.
Część tych zabezpieczeń ustawia się osobno dla każdego Operatora, a nie jednym przełącznikiem dla całej firmy. Konkretne ustawienia dla Twojego przypadku przechodzimy razem podczas audytu, zanim cokolwiek dotknie danych produkcyjnych.
Pokażemy Twojemu zespołowi, jak Operator planuje pracę, co pamięta między rozmowami i gdzie kończą się jego uprawnienia — na Twoich danych, pod NDA.